Kryzys na rynku IT trwa już przeszło 2 lata. W ciągu tego czasu wielu z nas mocno zweryfikowało swoje zawodowe ambicje, przestając marzyć o eldorado i projektach zmieniających świat, w najlepszym wypadku zadowalając się po prostu stabilnym zatrudnieniem. Niestety, dla niektórych nawet to jest obecnie luksusem, a fraza „bezrobotny informatyk” przestała brzmieć jak oksymoron.
Bezrobotny informatyk to zupełnie nowe zjawisko
Ławka autostradą do zwolnienia
Jeszcze w 2022 roku, gdy skończył Ci się projekt, siadałeś w firmie na tzw. „ławce” i cierpliwie czekałeś na kolejny (który często pojawiał się nim poprzedni zdążył się zamknąć). A jeśli nie byłeś cierpliwy, wychodziłeś na rynek pracy (który witał Cię z otwartymi ramionami) i po prostu zatrudniałeś się gdzieś indziej.
Obecnie ławka to w większości przypadków przedsionek do zwolnienia. Poczekalnia, w której przebywa się raczej kilka dni aniżeli tygodni czy miesięcy. Autostrada do bezrobocia.
Zmiany na rynku pracy IT
A bezroborny informatyk – to wciąż brzmi egzotycznie. Kilka lat temu zupełnie nie do pomyślenia. Mocno nienasycona branża IT wciągała przecież do pracy dosłownie wszystkich, którzy mieli ochotę w niej pracować. Nadawałeś się czy nie, z jakąkolwiek wiedzą bądź bez, wystarczyło zapisać się na jedno z setek szkoleń „przekwalifikujących” i dobrze płatną pracę w IT miałeś w kieszeni. Obecnie? Zapomnij. Nawet bardzo doświadczeni informatycy mają problem ze znalezieniem zatrudnienia.
A wszystkiemu winny stan światowej gospodarki: firmy odnotowują spadek sprzedaży, więc zaciskają pasa. Nie inwestują w rozwiązania IT, a twórcy oprogramowania na tym cierpią, nie mogąc spożytkować swojej zbyt wielkiej kadry. Redukują więc zatrudnienie.
Żmudne poszukiwania pracy
O nową pracę naprawdę ciężko. Pisałem o tym kilkanaście miesięcy temu ☞tutaj, po tym jak sam usiłowałem zmienić otoczenie. Znalezienie odpowiedniego miejsca zajęło mi aż 4 miesiące intensywnych poszukiwań. I choć od tamtej pory minęło już trochę czasu, śledząc branżę i doświadczenia kolegów po fachu – niewiele w tej materii się zmieniło. Zwolnienia w branży IT są na porządku dziennym, co przekłada się na dużą konkurencję na rynku pracy i rosnące bezrobocie wśród informatyków.
Liczba zwolnień w Branży IT w USA

Informatycy porzucają branżę IT
Nowa rzeczywistość w branży: bezrobotny informatyk musi uzbroić się w cierpliwość. Nie każdy potrafi, nie każdy może. Zwłaszcza ci, którzy nie posiadają finansowej poduszki bezpieczeństwa lub po prostu nie są psychicznie gotowi na tak długą niepewność.
W moim otoczeniu są osoby, które zdecydowały się wyjść z branży. Jeden ze znajomych testerów podjął pracę w call center. Inny – programista z 20-letnim doświadczeniem – został instalatorem sieci. Podobne przypadki opisała zresztą niedawno Gazeta Wyborcza. Dla jednych może być to chwilowy skok w bok, dla innych – być może już droga bez powrotu.
Rejestracja w urzędzie pracy
Ale są też tacy, którzy – poszukując zatrudnienia w IT – rejestrują się w urzędzie pracy. Nie tyle po to żeby znaleźć tam pracę w IT (jest na sali ktoś, kto sobie to wyobraża?), a zdobyć ubezpieczenie i odrobinę zasiłku (około 1500 zł miesięcznie – szczegóły tutaj).
To zderzenie dwóch światów: reprezentant nowoczesnej, dynamicznej branży IT i skostniała instytucja publiczna, działająca według procedur z lat 90. Dla wielu bezrobotnych informatyków kontakt z nią to doświadczenie bolesne i upokarzające. Zamiast merytorycznej rozmowy – podejrzliwość. Zamiast analizy kompetencji – propozycje pracy, które nijak nie przystają do kwalifikacji. Pracownik urzędu często nie rozumie, czym zajmował się kandydat. Traktuje go jak kolejnego bezrobotnego próbującego „wyłudzić zasiłek”.
Pracę da się znaleźć
Na szczęście – mimo żmudnych i długotrwałych poszukiwań – większości bezrobotnych informatyków w końcu udaje się znaleźć zatrudnienie w branży. Z moich obserwacji i rozmów z otoczeniem wynika, że ci, którzy nie porzucili IT, ostatecznie pracę znajdują. Może nie zawsze wymarzoną, może nie w dwa tygodnie, może nie z takim wynagrodzeniem jak wcześniej – ale znajdują.
Warto mieć wtedy strategię. Jeśli po setkach wysłanych aplikacji pojawia się wreszcie jakaś realna oferta – nie warto jej przekreślać tylko dlatego, że „to nie do końca to, czego szukałem”. Czasem warto ją po prostu przyjąć. Potraktować jako przystanek, a nie ostateczny cel. Szczególnie, że okres próbny działa w dwie strony – pracodawca sprawdza pracownika, ale pracownik również ocenia firmę. Praca, nawet nieidealna, daje przewagę: stabilność, poczucie sprawczości, a przede wszystkim – możliwość spokojnego prowadzenia dalszych rozmów, bez presji finansowej.
Bo na tym trudnym rynku nierzadko to właśnie ten pierwszy krok pozwala znów złapać równowagę.